Przegląd perfum pudrowych


Jak przekonacie się scrollując stronę i docierając do zdjęć - ten wpis rodził się w niemałych bólach od jesieni. Dlaczego? Bo stałam się totalnie zachłanna na zgłębianie tematu pudru w perfumach. Co rusz wyszukiwałam jakieś nowe dla mnie zapachy, zawierające nuty pudrowe, które rozwalały mi koncepcję właściwie gotowego tekstu... I tak oto pisał się on od jesieni i zyskiwał nowe wątki z każdym kolejnym miesiącem;-)


Zacznę od tego, że bardzo lubię zapach pudru. Tak, takiego zwykłego do makijażu. Oczywiście nie każdy pachnie i w dodatku nie wszystkie przyjemnie, ale mają pewien wspólny mianownik - kredowość. Z nią nieodłącznie kojarzy mi się zapach pudru.

Wielu twórców perfum stara się w swoich kompozycjach odtworzyć z większym lub mniejszym sukcesem tę specyficzną pudrową kredowość. Dlaczego? Zapach ten kojarzy się ultrakobieco - elegancko (makijaż), ale też ciepło i bezpiecznie (niemowlęta). W kompozycjach perfumowych stanowią go „nuty pudrowe”, ale pewien rodzaj kredowości czy pudrowej kremowości można też znaleźć w kompozycjach z nutą irysa, heliotropu, gardenii, piżma czy fiołka.

Świetnych perfum pudrowych na rynku jest wiele, jednak moimi faworytami są dwa zapachy spod szyldu Guerlain - Shalimar Parfum Initial L’eau i My Insolence. Oba zostały wycofane z produkcji przez markę Guerlain, więc tej jesieni wybrałam się na poszukiwania czegoś, co mogłoby je zastąpić...

Pudrowy irys


Piękny pudrowy irys występuje w kilku zapachach, które znam. Świetnym przykładem pudrowego irysa, który deklasuje pozostałe nuty jest Tiffany & Co Intense, czyli monodram - spektakl jednego aktora. Zapach puszysty, czysty i wywołujący swoją łagodnością uczucie wyciszenia. Pudrowy irys w towarzystwie słodkości to z kolei La Vie Est Belle L’Absolu - moim zdaniem najlepszy zapach z całej lini hitu ostatniej dekady. Iris Nazarena Aedes de Venustas to również przykład pudrowego irysa w wyrafinowanym i niezwykle eleganckim towarzystwie skóry i nut drzewnych.

Na koniec mój ulubieniec, czyli Shalimar Parfum Initial L’eau. Pudrowy irys z nutą retro, którą odziedziczył po nestorze rodu, Shalimarze o pierwotnej formule powstałej ponad 100 lat temu. Seria Parfum Initial jest jej odświeżoną, bardziej buduarową wersją.

Nuty pudrowe


Nuty pudrowe są bardzo wdzięcznym tematem w tworzeniu kompozycji i właściwie nie znam żadnego zapachu z tym komponentem, który by pachniał źle. Oczywiście jednak trzeba puder w perfumach lubić. W wydaniu vintage świetnie brzmi w zapachu Montale Powder Flowers czy Teint de Neige Lorenzo Villoresi, w wydaniu roślinnym (z towarzystwem łodyg i liści jaśminowca) w Alaia Blanche, a w wydaniu przyprawowym (z objęciach imbiru i - przysięgam, że ją tam czuję - kurkumy) w Etat Libre d’Orange Putain des Palaces. Pudrowe nuty są również głównym komponentem innego zapachu Etat Libre d’Orange True Lust, który jest bliźniaczo podobny do poprzednika, a jedyną różnicę stanowi tu brak przypraw. Pięknym i wyjątkowo kobiecym pudrowcem jest też Valentina Poudre od Valentino - kwiatowo-waniliowy pudding z wyjątkową trwałością, noszący się niezwykle przyjemnie i komfortowo.

Pudrowe fiołek i piżmo


Te dwa składniki czasami również mają pudrowy lub kremowo-pudrowy wydźwięk, zwłaszcza w połączeniu na przykład z heliotropem czy gardenią. Prawdziwym klasykiem gatunku w tej kategorii jest Flower edp od Kenzo, czyli zapach, który śnił mi się po nocach w okolicach roku 2007, kiedy to uraczono mnie butelką. Wtedy dosłownie łapał przeciwnika za gardło i dusił taką ilością pudrowego fiolka, że omdlenie było tylko kwestią chwili. Teraz, po reformulacji, jest bardziej noszalny, bo jego szatańskie parametry na szczęście utemperowano (i to jest jedyny przypadek udanej reformulacji moim zdaniem!).

Gardenię z piżmem, która dała natomiast swoisty efekt kremowej pudrowości znajdziemy w Narciso Narciso Rogrigueza i podobnym do niego Narciso Poudree. To zapachy ciepłe, ciche, czyste i eleganckie. Jedyne w swoim rodzaju, a jednak na tyle łagodne i nienarzucające się, że w zasadzie zaspokoją najróżniejsze gusta perfumowe.

Ja widzicie perfum w nurcie pudrowym i kremowym jest ogrom (większości pewnie nawet nie znam). Naprawdę w przypadku tego rodzaju zapachów nie można narzekać na brak inspiracji i kandydata na swój ulubiony zapach wśród pudrowców. Ja swoją drogą polecam testy każdego z nich... a nuż Wy również znajdziecie swój zapach spokoju wśród tej kategorii perfum. Moim zapachem Zen jest zdecydowanie właśnie pudrowy Tiffany & Co Intense.