Czy Guerlain jest Mon?


Słodkie zapachy zdominowały rynek perfumowy. A przynajmniej mainstream, czyli zapachy ogólnodostępne w sieciówkach i drogeriach. Jakie społeczeństwo - takie premiery. Widać lubimy osładzać sobie życie w każdy możliwy sposób - nawet perfumowo.


Ja też lubię słodkie perfumy. Może nie zawsze i nie tylko, jednak skłamałabym, gdybym twierdziła, że ich nie używam. Nie każdy „słodziak” to zapach zły. Prawda, że wśród tej kategorii jest najwięcej koszmarów, wypustów nieudanych, na wskroś kiczowatych i syntetycznych, jednak zdarzają się prawdziwe perełki. Sporo jest słodkich zapachów dobrze skrojonych, oryginalnych, przemyślanych, o niepodważalnej jakości. Do takich należą choćby Coco Mademoiselle Intense, Noir pour femme Forda czy hejtowane Si, które moim zdaniem jest dobrym, świetnie skonstruowanym i jakościowo porządnym zapachem. „Słodziaki” zatem można podzielić na zapachy klasy A i B i te trzy zdecydowanie należą do klasy A, podobnie jak dzisiejszy bohater - Mon Guerlain.

Mon Guerlain nie jest zapachem nowym, zainspirowanym magnetyczną osobowością Angeliny Jolie. To nic innego, jak prawie 100% kalka przeniesiona z ekskluzywnej linii marki Guerlain, czyli zapachu Mon Exclusif, który zniknął z rynku wraz z pojawieniem się perfum sławnej ambasadorki. Nie jest to zatem zapach stworzony dla niej (jak sugeruje reklama), a coś, co istniało wcześniej pod inną nazwą w innej linii marki i z powodzeniem zostało zaadaptowane po drobnych zmianach do mainstreamowej linii Guerlain.

Abstrahując jednak od chwytów marketingowych... Jaki jest Mon Guerlain? Słodki. Ale nie tylko. Daleko mu do banału słodkich zapachów klasy B, jak Mon Paris YSL czy Because It’s You Armaniego, które są na wskroś przewidywalne, syntetyczne i zupełnie bez pomysłu. Mon Guerlain stoi o kilka klas wyżej, bo jest zapachem eleganckim na tyle, na ile to możliwe w tej kategorii. Ma też pomysł - połączenie wanilii z lawendą, która dotąd była wykorzystywana głównie w zapachach świeżych i w dodatku męskich. Połączenie to wyszło nader udanie i dzięki temu Mon Guerlain nie ociera się o banał, który odmieniany jest przez wszystkie przypadki na półkach perfumerii sieciowych.

Lawenda (podobnie jak wanilia) towarzyszy całemu brzmieniu zapachu od otwarcia aż po bazę, nadając mu zwiewności mimo ciężaru gatunkowego użytych tu składników. W tle pobrzmiewa lekki, jak obłok puszysty irys, kropla aromatu kwiatowego z róży i jaśminu, by przy końcu trwania zapachu ustąpić miejsca najbardziej charakternym nutom - fasoli tonka, benzoesowi i wanilii w pełnej okazałości. Całość, mimo dominanty słodkich nut nie jest ani przez moment ulepna, zbyt ekspansywna, kiczowata czy powtarzalna. To zapach elegancki, lekki, doskonale wyważony. Bardzo „francuski” na słodki sposób.

Angelina Jolie pasuje, jak kwiatek do kożucha w promocji Mon Guerlain. Dość mocna i barwna osobowość absolutnie nie licuje ze słodką, ulotną elegancją perfum Thierrego Wassera. Wybór gwiazdy na twarz nowego zapachu miał jednak ogromne znaczenie wizerunkowe dla marki Guerlain, bo ta zanim zatrudniono Jolie jako ambasadorkę perfum, miała ogromne problemy, żeby zaistnieć w świadomości potencjalnych klientów spoza Europy.

Mon Guerlain eau de parfum (edp), jak i wszystkie jego warianty - Florale, edt czy ostatni Bloom of Rose z 2019 roku to naprawdę „kawał dobrej roboty” w przywracaniu dobrego imienia kategorii słodkich perfum na rynku mainstreamowym (choć szczerze przyznam, że dwie ostatnie edycje lubię najmniej)... I mimo, że nie są moim numerem 1 z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to jedna z lepszych rodzin zapachowych w kategorii zapachów waniliowych, jakie miały premierę w ostatnich latach.

Lubicie Mon Guerlain albo którąś z jego edycji?