Wiosna, ach, to Ty!... czyli 12 perfum damskich na wiosnę


W powietrzu czuć już wiosnę, więc to naturalne, że w garderobie perfumowej też zachodzą pewne zmiany. Otulacze trafiają w kąt zapomnienia, a w pierwszym rzędzie ustawiają się lżejsze kompozycje... I choć nie jestem zwolenniczką dzielenia perfum na pory roku - pewnych zapachów nie mogę używać wiosną, bo nie czuję się w nich wtedy dobrze.

Oto kilka perfum godnych plecenia na wiosnę. Może Wam się przydadzą moje typy, a jeśli nie - chętnie poznam Wasze.

Białe kwiaty

Uwielbiam białe kwiaty w perfumach, zwłaszcza jaśmin, tuberozę i gardenię... I kompletnie nie wyobrażam sobie bez nich wiosny! Moje tegoroczne typy to Gucci Bloom i Givenchy L’Interdit. W obu dominuje tuberoza - w Givenchy w nieco słodszym wydaniu, w Bloom okraszona sporą dawką jaśminu, jednak na cieplej waniliowej bazie, która dodaje zaledwie mikrokroplę słodyczy ogólnemu wydźwiękowi zapachu.

Świetnymi białokwiatowcami na wiosnę są też Twilly Hermesa (dla wielbicieli wintydżowej odsłony tuberozy) i Pure Poison Diora, który jest królestwem białych kwiatów (uwaga, zapach został podobno wycofany przez markę, więc spieszcie się, bo warto!).


Róże, fiołki i piwonie

Moimi różanymi typami na wiosnę od zawsze są Chloe (podstawowa wersja i niemal wszystkie jej flankery, czyli ogrodowa świeża róża w roli głównej) i Miss Dior Blooming Bouquet (róża z piwonią i piżmem). Zapachy może nie pretendujące do miana arcydzieł, ale jednak urocze i doskonale wpisujące się w radość budzącej się do życia przyrody.

Innymi, które warto przetestować są Florabotanica (róża w otoczeniu zieleni) i 10 Avenue George V lub Paris (bo nikt naprawdę nie wie, jak te perfumy się nazywają:)), czyli fiołek w wydaniu zielonym i niezwykle eleganckim - oba spod szyldu domu mody Balenciaga.

Owocowe niuanse

Uwielbiam Si Armaniego i - wbrew powszechnej opinii - uważam, że jest to zapach bardzo dobry, a przy okazji świetnie skrojony na chłodną wiosnę. Polecam zwłaszcza wersje z 2015 roku lub nowsze, w których - po reformulacji - porzeczka zdetronizowała wanilię.

Lżejszą i bardziej kwaskowatą porzeczkę znajdziecie w dwóch zapachach z wyższej półki cenowej - Sublime Balkiss The Different Company i Blackberry & Bay od Jo Malone. Zwłaszcza Sublime Balkiss to prawdziwa wiosna w butelce - zapach zielonych łąk i roztartej w dłoniach jeszcze niedojrzałej porzeczki. Mniam.


Borówki amerykańskie i odrobinę śliwki przynosi natomiast Une Nuit Magnetique od The Different Company. Zapach przebogaty, ciekawy i mocno wyróżniający się ze względu na niepowtarzalny, choć codzienny, charakter.

A co Wy wybieracie na wiosnę?

Macie jakichś swoich ulubieńców czy postawicie na nowości? Jeśli tak to mam nadzieję, że moja krótka lista przyda Wam się do testów w perfumerii;)