Mugler Alien - Obcy wśród zapachów


Jeśli miałabym wymienić marki perfum, które lubię najbardziej - w mojej mocnej trójce znalazłby się na ten moment z całą pewnością Thierry Mugler (teraz Mugler). Uwielbiam ten dom mody za niesztampowowość i odwagę w tworzeniu perfum dla mas, bo - nie ukrywajmy - jest to marka masowa sprzedawana w sieciówkach, co czyni z niej produkt szerokiego dotarcia.


Oczywiście nie wszystkie twory Muglera lubię bez wyjątku i nie jestem wobec marki bezkrytyczna. Nie trafia do mnie zupełnie Aura - najbardziej chyba komercyjny zapach Muglera, który mimo „silenia się” na dziwność jest po prostu - w porównaniu z innymi tworami marki - dość przeciętny.

Jednak dziś nie o Aurze, a o Alienie. O Alienie jako mega sukcesie rynkowym. O tyle, o ile Angel czy Womanity spotkały się z głosami krytyki i mają całkiem mocne grono przeciwników, o tyle Alien - mam wrażenie - został całkiem dobrze przez rynek przyjęty.

Chemiczne sterydy


Alien to zapach jaśminu na sterydach. Przetworzonego chemicznie, krystalicznego, zimnego i dystansującego. Choć uwielbiam jaśmin - w tym wydaniu nie ma w nim nic z natury. To taki „obcy” wśród zapachów natury. Totalny kosmita, któremu nie jest blisko do żadnego jaśminowego zapachu, jaki zaistniał na rynku. W zamyśle lodowatą krystaliczność jaśminu miały uładzić żywica bursztynowa i drzewo kaszmirowe, ale w starciu z napompowanym sterydami jaśminem prezentują zaledwie cień swoich możliwości, dochodząc do głosu dopiero w sercu i bazie zapachu (i to dość, jak na ich możliwości dyskretnie).

Przyznam szczerze, że Alien to nie moja bajka. Owszem lubię perfumy mocne, ale te wręcz krzyczą. Są ekspansywne, zawłaszczają dla siebie przestrzeń, skupiają uwagę nie na użytkowniku, tylko na samych sobie...

Alien Essence Absolue


Spośród rodziny Alien mam jednak swojego ulubieńca - Alien Essence Absolue, który ma wszystko, czego - w mojej osobistej opinii - brakowało podstawowej wersji edp: kontrapunkt. Delikatną smużkę kadzidła i dość sporo wanilii, co idealnie równoważy lodowatą moc krystalicznego jaśminu (tu przeczytasz więcej o Alien Essence Absolue).

Flakon pierwotnej wersji eau de parfum zaprojektował ponoć sam Thierry Mugler. Pomysł powstał z inspiracji filmami science fiction i kształtem skarabeusza (o tym, że Mugler lubi motywy owadów w projektowaniu mody można było się nie raz przekonać w latach 90-tych).

Czy jestem z Alienem „na tak”? Mnie osobiście z nim nie po drodze, jednak jestem w stanie doskonale zrozumieć fenomen jego popularności. To bardzo indywidualny, wyróżniający się na rynku zapach. Jedyny w swoim rodzaju, jak zresztą inne kompozycje marki. Ja jednak zostaję przy mojej ukochanej Womanity i Angelu.

A Wy, lubicie któryś zapach z rodziny Alien?