Black Friday. Zaszalałam?


Oczywiście w Polsce nie mamy prawdziwego Black Friday, bo obniżki cen o 5%-10% albo zawyżanie ceny „przed”, żeby rabat „po” wydawał się atrakcyjniejszy mija się kompletnie z ideą tego dnia. Dlatego na Black Friday nie nastawiałam się kompletnie w tym roku i skorzystałam tylko z oferty jednej perfumerii... A że udało mi się sprzedać kilka flakonów moich używanych perfum w tym miesiącu to mogłam zaszaleć. Czy zaszalałam? Nie. Bilans (sprzedaż/zakupy) wyszedł na zero.


Thierry Mugler Angel


Z tego zakupu jestem najbardziej zadowolona. Cena była świetna, ponieważ perfumeria, w której go kupiłam zdawała sobie sprawę, że „lata świetności” ma już dawno za sobą. Jest to stara wersja, z dużym prawdopodobieństwem z 2003 roku, co akurat mnie bardzo cieszy. Obecne wersje Angela (po reformulacjach) nie umywają się do mocy i charakteru starszych wersji.
Bardzo udany zakup, który zafundował mi przy okazji powrót do przeszłości, bo dokładnie tak pachniał Angel w latach 2004-2006, kiedy był moim signature scent.


Roses de Chloe i Chloe Absolu de Parfum


Bardzo lubię linię Chloe, o czym nie raz tu pisałam. To jedyne różane perfumy, które jestem w stanie znieść i od lat wiernie używam ich wiosną (wersja edp) i latem (L’eau de Chloe).

Do mojej rodziny Chloe dołączyły zatem dwa kolejne flankery tego zapachu - Chloe Absolu (premiera 2017) i Roses de Chloe z 2013 roku.

O tyle, o ile wersja Absolu właściwie nie różni się od podstawowej Chloe (jest tylko nieco mniej chłodna w odbiorze), o tyle Roses to jej lekka, zielona, mocno kwiatowa wersja idealna na budzącą się wiosnę albo letni deszcz. Czuć tu zieleń łodyg kwiatów, płatki zroszone deszczem... i bardzo wyraźną magnolię. Jest majowo i pięknie zarazem.

Trussardi Donna


Ten zapach kupiłam z jednego powodu. Na blogu piszę zazwyczaj o perfumach z wyższej półki, a zadaję sobie sprawę z tego, że nie każdy, kto go czyta jest w stanie na tę wyższą półkę sobie pozwolić. Dlatego od czasu do czasu będą się tu pojawiać wpisy o dobrych perfumach do 100 zł. Pisałam już o Lou Lou Cacharel (tu: —> klik ), a teraz chcę napisać o Donnie... I mimo, że zakup ten miał być tylko materiałami badawczym z radością je sobie pozostawię na wiosnę, bo są naprawdę lekkie, eleganckie i idealne do noszenia na co dzień do pracy.

Viktor & Rolf Flowerbomb


To właściwie nie był zakup tylko wymiana na grupie facebookowej za perfumy, które wystawiłam na sprzedaż. Powiem szczerze, że pamiętając ich dawną moc byłam zaskoczona, że marka Viktor & Rolf postanowiła je poddać tak drastycznej reformulacji i mocno osłabić pod względem trwałości i projekcji... No, cóż zapach jednak nadal jest wyjątkowo komfortowy i przyjemny i z pewnością ze mną zostanie.

...I to tylko/aż tyle z okazji Black Friday. Jestem ciekawa czy i Wam udało się coś ciekawego kupić w ramach Black Friday w prawdziwie promocyjnych cenach, a nie tylko delikatnie zliftingowanych:)

Pochwalicie się?