2018 perfumowo - moje podsumowanie


Podobnie, jak w zeszłym roku tak i w tym postanowiłam podsumować rok z nieco innej perspektywy niż „nowości 2018” na półkach perfumerii. Może dlatego, że jakoś specjalnie nie pałam chęcią ich dogłębnego poznania. Owszem testuję, ale są to zwykle pobieżne testy w perfumeriach i na ich podstawie trudno o obiektywną opinię, dlatego się o nią nie pokuszę. Podsumuję 2018 rok tak, jak zrobiłam to z poprzednim (—>klik), czyli mówiąc o tym, co zrobiło na mnie największe wrażenie, a co rozczarowało.


Najbardziej lubiane

Kilka zapachów w tym roku nosiłam niemal z uporem maniaka. Oczywiście nie robiłam tego za karę, bo każdy z nich wyjątkowo lubię. To były moje tegoroczne „comfort scents” - zapachy, w których czułam się najlepiej. Baaardzo dobrze dopasowane do moich nastrojów, a swoją drogą piękne i zbierające masę komplementów. Moimi tegorocznymi laureatami w kategorii najbardziej mi bliskich zostały: Atelier Cologne Figuier Ardent, Versace Crystal Noir, Tom Ford Noir pour femme i Chanel Coco Mademoiselle Intense. Z nimi po raz pierwszy uwierzyłam, że mogę zużyć jakiś flakon, bo naprawdę rzadko w moim wykonaniu padają takie rekordy częstotliwości noszenia jednych perfum:)

Zapach roku

Prawdziwym rekordzistą okazał się jednak kolejny. Używałam go tak często, że właściwie zaczęłam być z nim kojarzona i stał się swoistym signature scent tego roku (choć i tak nie zdeklasował Womanity Muglera). To Allure eau de toilette od Chanel. Znałam je od dawna, ale dopiero teraz przyszedł najwyraźniej ich czas. Zapach na każdą okazję, z mojej ulubionej kategorii kwiatowej i z kroplą uwielbianej wanilii. Z klasą, charakterystyczną dla Chanel elegancją i przede wszystkim harmonijną radością i prostotą, z jaką mi się kojarzy.

Odkrycie roku

To moje odkrycie, ale też zaskoczenie roku. Nie przepadam bowiem, poza nielicznymi wyjątkami, za zapachami oldschoolowymi, klasykami starej szkoły, a mój zmysł powonienia skradła w tym roku... Coco edt. Wszystko przez See Bloggers i koleżankę, którą nimi pachniała po prostu tak obłędnie, że nie sposób było przejść obok niej obojętnie. Dotąd znałam tylko Coco edp, ale nie były mi w żaden sposób bliskie, natomiast wersja eau de toilette zwaliła mnie z nóg! Na pewno doczeka się też szerszego opisu na blogu.

Rozczarowanie roku

Jakież było moje zaskoczenie, gdy drogą wymiany na forum perfumowym trafiła do mnie ponownie Miss Dior Le Parfum Diora (pisałam o niej tu: —>klik). Otrzymałam flakon z 2017 roku i prawie nie poznałam jednego z moich ukochanych zapachów. O połowę mniej wszystkiego - mocy, trwałości, a to się stało z piękną żywicą bursztynową z pierwszej wersji woła o prawdziwą pomstę! Dior zawiódł mnie na całej linii, a do tej pory byłam zdania, że to Chanel zrobiła najpaskudniejsze reformulacje swoich klasyków…

Moje tegoroczne typy to przede wszystkim zapachy ciepłe. Nawet Figuier Ardent, choć dedykowany na sezon wiosenno-letni - za sprawą cedru w bazie nie jest orzeźwiający czy chłodny. Jakoś w tym roku wyjątkowo potrzebowałam zapachowego otulenia... A swoistą „kropką nad i” i zwieńczeniem tego „gorącego” roku stał się świąteczny prezent dla samej siebie, czyli Adults z serii My kind of love Kiliana - komfortowy, puchaty koktajl z mleka figowego, ale jemu też poświecę trochę czasu przy innej okazji.

Cudownego nowego roku. Pachnącego i pełnego pięknych chwil!
A jakie są Wasze zapachowe miłości i rozczarowania tego roku?