Zapach tanich papierosów PRLu...


Na początku lat 90-tych wszyscy palili na potęgę, również we własnych domach. Palili i domownicy, i goście, bo w ogólnoprzyjętym kanonie towarzyskim nie było mowy o tym, żeby wyrzucać palacza na balkon. Paliło się przy jedzeniu i przy kawie. Dymem papierosowym przesiąkały meble, ubrania w szafach i dywany. Papierosy tamtych czasów to nie były żadne cienkie lighty tylko najgorszego sortu wynalazki, jak Klubowe czy Rubiny, w których było więcej syfu niż na niejednym skażonym terenie zamkniętym.


Moi rodzice palili. Ich przyjaciele, a tym samym goście naszego domu również. Wszystkie pomieszczenia, w których palono były przesiąknięte zapachem papierosów. Również przedpokój, gdzie znajdował się stojak na parasole.

Nigdy nie zapomnę, jak rodzice wysłali mnie do sklepu po mąkę czy inny cukier i dali w rękę jeden z parasoli, bo mocno padało. Parasol oczywiście od razu przemókł i zaczął pachnieć, jak... Divin’ Enfant. Trochę rześkości wiosennego deszczu stopiło się ze smolisto-lepko słodkim zapachem papierosów, którymi przesiąknięty był materiał parasola. Nigdy nie zapomniałam tego zapachu. Był tak specyficzny i nie do odtworzenia, że w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że spotkam go właśnie w... perfumach.

Myślę, że tylko mi tak kojarzy się zapach od Etat Libre d’Orange. Bo moja pamięć zapachowa jest lepsza niż pamięć do faktów czy twarzy. Z tamtego czasu dzieciństwa nie pamiętam właściwie nic poza zapachami.

Gdyby jednak rozbierać Divin’ Enfant nutowo, a nie wspomnieniowo to głównych aktorów jest tu dwoje - a ten mocny duet to pianki marshmallows i tytoń - tytoń tak mocny, że aż czasem drapie w gardło. W otwarciu głównym graczom towarzyszy też skóra i nuty kwiatu pomarańczy, który tu bardziej przypomina neroli, którego szczerze i z prawdziwą pasją nie znoszę w perfumach.

Kiedy Divin’ Enfant się rozwija - aktorzy pierwszoplanowi ogrzewają się w blasku piżma, które cały czas im towarzyszy i wspiera kompozycję. Bardzo mi jednak żal, że moja skóra nie akcentuje w Divin’ Enfant kawy, która jest jednym z deklarowanych przez producenta składników tej kompozycji. Szczęściarzem będzie ten, dla którego kawa roztoczy cały swój aromat!

Wbrew mojemu nikotynowymi wprowadzeniu i skojarzeniu Divin’ Enfant jest zapachem noszalnym i słodkim. Nie jest to jednak słodycz porównywalna z obecnymi hitami sprzedaży w perfumeriach sieciowych. To słodycz wytrawna, nieoczywista, z puszczeniem oka również do mężczyzn, bo myślę, że i dla faceta, który lubi słodsze zapachy „Boskie dziecko” (tłum.) mogłoby być dobrym wyborem. Słodyczy jest na tyle, by równoważyła szorstkość, suchość i wytrawność tytoniu, ale bez przegięcia.

Czuć, że Divin’ Enfant to zapach niszowy. Może nie jest to nisza najbardziej eksperymentatorska i wizjonerska, ale zapachowi bardzo daleko do półki, do której klienci ustawiałabym się rzędem w perfumerii. „Boskie dziecko” to również nie jest, chyba, że przyjąć, że Bóg jest nałogowym palaczem:)

Poznaliście Divin’ Enfant? Jeśli tak napiszcie o swoich wrażeniach.


Specyfikacja:

Etat Libre d'Orange, Divin' Enfant, woda perfumowana
Premiera: 2006
Nuty głowy: kwiat pomarańczy
Nuty serca: pianki marshmallow, róża, tytoń, kawa
Nuty podstawy: fasola tonka, piżmo, ambra
Nos (twórca): Antoine Lie
Trwałość: 5/6
Projekcja: 3/6