Giorgio Armani Si


Właściwie o Si nie zamierzałam pisać, bo żaden to mój ulubiony zapach... Ale poczułam go wczoraj tak intensywnie na kimś, że miałam wrażenie, że wypełniły sobą cały tramwaj. W ciepłych okresach roku Si ma taką siłę rażenia, że tym, którym się nie podoba mogę tylko współczuć doznań w związku z podróżowaniem z nim komunikacją czy siedzeniem w pokoju bez klimatyzacji.


Si to zapach bezwzględnie ładny. Nie ambitny, nie zaskakujący, ale najzwyczajniej ładny. Nie mogę się abolutnie przyczepić do jego urody, bo sama go lubię od czasu do czasu i czuję się w nim wyśmienicie.

Si bardzo lubi się zmieniać w zależności od pory roku. W sezonie wiosenno-letnim jest bardziej rześko-owocowy, w chłodniejszych porach roku - słodszy i nieco drzewny.

W ciepłych porach roku zdecydowanie dominuje czarna porzeczka. Przez dosłodzenie jej dość sporą ilością wanilii pachnie, jak porzeczkowy drzem czy konfitury, zachowując przy tym rześkość i lekką kwaskowatość samego owocu. W zimie do duetu wanilii i porzeczki dochodzą nuty paczuli i lekkie drzewne tło. Zapach staje się cięższy, bardziej otulający, a rześkość porzeczki całkowicie ustępuje miejsca jej wersji konfiturowej.

Na szczęście na mojej skórze do głosu nie dochodzą znacząco nuty róży i ambroksanu, za którym nie przepadam, a które producent deklaruje w składzie.

Si jest obecnie jednym z najpopularniejszych zapachów. Czuć go często i jest powszechnie lubiany. Absolutnie mnie to nie dziwi, bo przy bardzo dużym dopasowaniu do oczekiwań współczesnego klienta, jednocześnie czyć w nim bardzo dobrą jakość. Nie jest syntetyczny, nie pachnie tanio i przede wszystkim jest doskonale wyważony w swojej słodyczy.

Przyznajcie się, lubicie Si?