Przejdź do głównej zawartości

Zapachowe podsumowanie zimy 2018

Zima, nie tylko kalendarzowa, właśnie się skończyła, a więc przyszedł czas na podsumowanie jakiegoś etapu. Zima w tym roku przyniosła mi nie tylko zawirowania zawodowe, ale przede wszystkim zapachowe. Czas na podsumowanie sezonu zimowego anno domini 2018.

W tym roku pozbyłam się z moich półek prawie wszystkich mainstreamowych topowych słodkich zapachów. Niektóre zużyłam, a niektóre odsprzedałam. Zostawiłam tylko parę na wypadek, gdyby mi się odwidziało za jakiś czas... a w sumie każdy z nas jest trochę nieprzewidywalny;)

Ulubieńcy

Tej zimy moim absolutnym numerem 1 stała się Womanity Muglera. Gdyby policzyć wszystkie dni zimy okazałoby się, że połowę z nich spędziłam w towarzystwie Womanity, a drugą połowę tęskniąc za nią. Jednak uważam za zdrowe nie nosić ustawicznie jednego zapachu, żeby nie mieć jego przesytu. Co ciekawe zawsze lubiłam Womanity, ale wiosną, a to właśnie zima jest jej najlepszym czasem, jak okazało się w tym roku. W zimie naprawdę pokazuje całe piękno, fantastycznie się rozwija i przełamuje bariery niechęci otoczenia wobec niej... bo staje się bardziej pudrowa i noszalna.

Poza Womanity w kalejdoskopie najczęściej noszonych zapachów znalazły się też inne spod szyldu Muglera - Angel, Angel Le Lys, Innocent i Alien. Ten ostatni zaskoczył mnie samą, bo nigdy dotąd za klasycznym, podstawowym Alienem nie przepadałam.

Totalnie miłym zaskoczeniem było dla mnie też Montale Intense Tiare - ciasteczkowa, słodko-pudrowa gardenia z kokosem, która także okazała się zimowym strzałem w dziesiątkę, mimo że ze względu na gardenię i kokosa w nutach wiodących mogłaby się wydawać zapachem typowo wiosenno-letnim. Nic bardziej mylnego. Zimą sprawdzała się super, a porażające parametry dbały o jej obecność cały dzień.

Rozstania

Przestały mnie zupełnie „kręcić” zapachy Lutensa. Wszystkie, które posiadałam sprzedałam lub wymieniłam na inne. Serge Lutensa cenię i zawsze pewnie będę cenić za większość jego oferty rynkowej, jednak nie lubię posiadać perfum tylko dlatego, żeby stały, bo nie mam duszy kolekcjonera, a przestałam dla Lutensa po prostu znajdować okazje.

Straszną pomyłką okazał Zadig & Voltaire This is her, po którym obiecywałam sobie wiele. Miał być niebanalnym gourmandem, który wyróżni się z tłumu, a okazał się chemicznym dziwadłem, choć wierzę, że może inna skóra mu sprzyja bardziej niż moja. W każdym razie stał się jednym z koszmarów zimy w moim (na szczęście krótkim) rankingu wtop sezonu, a pisałam o nich —> TU (klik).

Niespodzianka

W życiu nie spodziewałam się, że mogłabym zakumplować się z La Vie Est Belle. Stalo się tak nie tylko dlatego, że w końcu przestała mnie prześladować na każdym kroku (nie czuję jej już w otoczeniu), ale przeszła - moim zdaniem korzystną - reformulację. Dzięki niej w końcu zaczęłam zauważać uroki tego zapachu, a nie tylko jego tytaniczną trwałość i siłę rażenia. Po zmianie parametrów i wyostrzeniu nut kwiatowo-owocowych naprawdę czuć, że jest to zapach, który ma pomysł i zaczynam dostrzegać drugie dno jego sukcesu. Choć nigdy nie znajdzie się w gronie moich „top” to mimo wszystko będę go nosić od czasu do czasu z przyjemnością... zwłaszcza, że był prezentem od kogoś bliskiego.

Zima zatem była dla mnie czasem przewrotów i zmian hate-love w przypadku niektórych zapachów. Ja i La Vie Est Belle czy Alien?! Litości! Jeszcze pół roku temu w takie egzotyczne zestawienie w życiu bym nie uwierzyła. Jednak dla takich właśnie przypadków ktoś kiedyś powiedział „never say never”... i był to mądry gość;)

A Wam zima przyniosła jakąś zapachową fascynację albo zmianę w odbiorze zapachu?






Popularne posty z tego bloga

Radosna i szykowna wiosna w butelce

Są zapachy dziewczęce i jest Miss Dior Blooming Bouquet. Urok i lekkość podane w szykownej formie, która na głowę bije wszelkie niezobowiązujące, dzienne zapachy skierowane do młodych kobiet. Jest w niej jakiś urok i magia, które odejmują centymetry z bioder i lata z metryki. Z nią nie sposób nie czuć się dobrze. To po prostu jeden z najradośniejszych, a zarazem najszykowniejszych zapachów, jakie znam.Kiedy Francois Demachy bierze się za tworzenie nowego zapachu z góry wiadomo jaki będzie efekt. Ultrakobiecy. To jeden z tych „nosów”, które zawsze stawiają kobietę na piedestale, a zapachy przez niego tworzone są idealnym dopełnieniem jej wizerunku. Nie ważne czy ma lat 15 czy 40, gustuje w słodkościach, kompozycjach kwiatowych czy orientalnych. Ma być 100% kobiecości w kobiecości i w jego wykonaniu zawsze jest.

Nie inaczej jest z Miss Dior Blooming Bouquet. To zapach typowo dzienny, na każdą okazję, a do tego uroczy i kobiecy. W otwarciu króluje piwonia, która razem ze świeżą różą i o…

Zmieniono La Vie Est Belle! O nowej i starej wersji zapachu

La Vie Est Belle. Zapach-tortura dla sporej części społeczeństwa, która była zmuszona z nim podróżować środkami zbiorowej komunikacji i siedzieć w niewielkich pokojach. To taka lalka Chucky, która choć pachnie niewinnie, stała się bohaterem horrorów z duszeniem ludzi, jako motywem przewodnim. Jest jednak dobra wiadomość dla tych, którzy z płonącą w oczach nienawiścią pomstowali na wszechobecność La Vie Est Belle. Otóż, przeszedł on reformulację, wskutek której zabrano mu sporo werwy. Jaka jest różnica między starą a nową edycją La Vie Est Belle? Przeczytajcie!Stare i nowe wersje La Vie Est Belle na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie. Dopiero przyglądając się detalom flakonów można dostrzec jedną istotną różnicę. Stare wersje mają na atomizerze graficzny znak firmy Lancome - różę; nowe napis „La vie est belle”. Kiedy wprowadzono tę zmienę i jednoczenie zmodyfikowano zapach trudno mi powiedzieć, ale najprawdopodobniej był to rok 2016.

Nowa wersja La Vie Est Belle jest bardziej su…

Zapachowi tytani mocy!

Każdy, kto inwestuje w perfumy marek luksusowych, chciałby, żeby ich cena szła z parze z jakością. Chodzi tu głównie o parametry, czyli trwałość i projekcję - wyczuwalność zapachu z odlegości. Jak się okazuje wydanie kilkuset złotych na flakon perfum wcale nie jest gwarancją tego, że będą one spełniały wysokie wymagania użytkowe... Bo są takie zapachy wśród perfum marek luksusowych, które pachną godzinę, i takie, których nikt nie ma szansy od nas poczuć, bo mają bliskoskórną projekcję. Utopienie całkiem sporych pieniędzy w perfumach, które kompletnie nie spełniają stawianych im wymagań jest frustrujące. Na jakie zapachy zatem postawić, żeby nie zawieść się ich parametrami?Jeśli chodzi o kategorie zapachowe najwięcej trwałych perfum jest wśród zapachów z dominującą nutą wanilii. Również perfumy szyprowe - te dawne i klasyczne mają opinię tytanów trwałości, choć dziś mało kto sięga po takie kompozycje, jak Aromatics Elixir Clinique, Knowing od Estee Lauder czy Magie Noire Lancome.

Niez…