Przejdź do głównej zawartości

Perfumowe refleksje

Ostatnio w moim życiu zawodowym nastąpiło krótkie odcięcie pępowiny jednym ruchem. Po prawie 7 latach pożegnaliśmy się z moim pracodawcą. To dało mi fajnego kopa do przemyśleń na temat lat spędzonych w firmie, tego, w czym jestem dobra i w jakim kierunku chciałabym w przyszłości się realizować. Ale ponieważ „po godzinach” włącza mi się myślenie blogowo-perfumowe, nie obyło się też bez refleksji zapachowych przy okazji tego rozstania, a zatem…

Bardzo się cieszę, że parę osób w pracy udało mi się zarazić pasją wąchania i testowania. Eksperymentowaniem z nowymi perfumami i odwagą, żeby spróbować czegoś innego niż zapach używany przez nie od lat. Świetnie się czułam, gdy mogłam doradzić komuś coś, co okazało się zapachowym strzałem w 10-tkę albo chociaż skierować zainteresowanych do tańszych źródeł pozyskiwania perfum, czyli do zaufanych perfumerii internetowych.

Perfumowe odkrycia

W tej pracy odkryłam mój signature scent, którym został Alien Essence Absolue Muglera – absolutnie nienoszalny do biura ze względu na potworną moc (mam starą wersję), a przy którym na pewno zostanę na lata. Użyłam go właściwie raz do pracy, a konkretnie w delegację służbową i po blisko 4 godzinach od wyjścia z domu, gdy dotarłam do miejsca docelowego – pierwszym, o co zapytał mój kontrahent był właśnie zapach, którego używam.

Okazało się też, że znalazłam osobisty „stresowstrzymywacz”, który pomagał mi w momentach nadmiaru pracy, pośpiechu albo złego nastroju. To Gucci Guilty, który nigdy nie należał do ścisłego grona moich ulubieńców, a jednak okazał się fantastyczny na ciężkie momenty. Zwłaszcza w okresie jesiennej szarugi i paskudnego krajobrazu końca zimy. Był lekkim powiewem wiosny, na adekwatnej dla zimnych pór roku ciepłej bazie. Dawał zastrzyk optymizmu i energii. I choć pomstowałam, że więcej go nie kupię właśnie dlatego, że nie należy do grona ulubieńców to jednak w kontekście pozostałości kilku mililitrów na dnie jest mi żal, że mogę go nie mieć – zwłaszcza jako antidotum na nadchodzący posępny widok za oknem, jaki przynoszą marzec i kwiecień.

Przekonałam się też, że niektóre z moich zapachów to typowi „łapacze komplementów”. Zawsze, gdy nimi pachniałam ktoś w pracy odnotowywał je pozytywnymi komentarzami. Na szczycie najczęściej komplementowanych znalazły się Gucci Guilty i niespodziewanie, bo to nie jest łatwy zapach – Miss Dior Le Parfum. Sporo pozytywnych opinii odnotowały też Poison Girl edt, Lady Million Paco Rabanne i Baiser Vole Cartiera, ale tego można się było spodziewać, bo wszystkie trzy to zapachy łatwe i przyjemne, które na ogół się podobają.

Absolutnie nie do biura

Dzięki bliskiemu sąsiedztwu innych biurek okazało się, że niektóre z moich perfum bardzo utrudniają życie współpracownikom. Kilka z moich zapachów było tak inwazyjnych, że odbierały innym moc koncentracji, a nawet zdolność oddychania:) Żeby była jasność – nigdy nie nadużywam perfum do pracy, a krążenie z butelką, jak orbita wokół własnego ciała jest mi obce. Mimo wszystko jednak porażające paramenty niektórych zapachów z mojej półki dały się współpracownikom we znaki. Co ciekawe najczęściej tych, których ja właściwie wcale na sobie nie czułam (i tutaj potwierdza się prawdziwość teorii, że jeśli bardzo lubisz pewne zapachy, do tego wręcz stopnia, że stają się częścią Ciebie – wcale ich nie czujesz).

Nigdy nie zapomnę, jak kolega z pokoju na zmianę robił się na twarzy purpurowy i bladosiny. Sprawiał wrażenie, jakby miotały nim ostre torsje i problem z odwodnieniem. Wglądał na tyle kiepsko, że w końcu zapytałam czy wszystko w porządku, a w odpowiedzi usłyszałam, że to przez moje perfumy… I to był moment, po którym już nigdy nie użyłam ich do pracy. Co ciekawe po wielu innych zapachach mogłam spodziewać się takiej reakcji, ale ten zawsze wydawał mi się na tyle przyjemny i nieinwazyjny, że w życiu nie posądziłabym go o taką siłę negatywnego rażenia. Chodzi o Chloe edp.

Mordercami spokojnego oddechu okazały się też DKNY Delicious Night, po użyciu którego wszyscy gremialnie rzucili się do okien, żeby wietrzyć pomieszczenie i Montale Intense Tiare. Że Montale słynie z piekielnej mocy – wiadomo, ale że ze swoją projekcją wchodzi do sąsiednich pomieszczeń okazało się dopiero wtedy, kiedy kolejne osoby przychodziły do mojego pokoju, pytając co tak pachnie. Mimo, że się podobał, nie miałam odwagi przychodzić jego towarzystwie do pracy.

Za starą wersję Womanity też dostałam upomnienie, co potwierdza opinię o tym, że dawne roczniki „Muglerów” mają szatańską moc. Co ciekawe akurat ten zapach zawsze aplikowałam jeszcze bardziej oszczędnie niż mam w zwyczaju, bo zdawałam sobie sprawę z tego, że naprawdę jest tytanem siły rażenia, a mimo wszystko było go czuć za mocno… I ostatecznie skończył, jak powyższe, czyli skreśleniem z listy „do pracy”.

Padały też antykomplementy, a jakże! Chyba najbardziej oberwało się Opium Vapeurs de Parfum i Chloe Love eau Florale. Po użyciu pierwszego z nich usłyszałam: „Jaki staromodny zapach. Pachniesz, jak starsza pani w radzieckim kożuchu”. Chloe Love eau Florale dostało się mniej więcej coś takiego: „Co tu tak śmierdzi?! A nie, poczekaj – w pierwszym momencie śmierdziało. Teraz, jak wącham to nawet da się znieść… z ledwością”:)

Zapachowo było zatem czasem wesoło i… bardzo intensywnie. Fajnie, że wielu osobom z mojej byłej firmy będę zawsze we wspomnieniach kojarzyć się jako „perfumowy freak” (choć pewnie nie tylko perfumowy;)). A, i słowa na pożegnanie niektórych były wyjątkowo pachnące. Jedne szczególnie utkwiły mi w pamięci: „Przykro mi, że już nie będzie Cię czuć”.

Teraz czas, żeby zacząć pisać nowy rozdział, nie tylko perfumowy…




Popularne posty z tego bloga

Radosna i szykowna wiosna w butelce

Są zapachy dziewczęce i jest Miss Dior Blooming Bouquet. Urok i lekkość podane w szykownej formie, która na głowę bije wszelkie niezobowiązujące, dzienne zapachy skierowane do młodych kobiet. Jest w niej jakiś urok i magia, które odejmują centymetry z bioder i lata z metryki. Z nią nie sposób nie czuć się dobrze. To po prostu jeden z najradośniejszych, a zarazem najszykowniejszych zapachów, jakie znam.Kiedy Francois Demachy bierze się za tworzenie nowego zapachu z góry wiadomo jaki będzie efekt. Ultrakobiecy. To jeden z tych „nosów”, które zawsze stawiają kobietę na piedestale, a zapachy przez niego tworzone są idealnym dopełnieniem jej wizerunku. Nie ważne czy ma lat 15 czy 40, gustuje w słodkościach, kompozycjach kwiatowych czy orientalnych. Ma być 100% kobiecości w kobiecości i w jego wykonaniu zawsze jest.

Nie inaczej jest z Miss Dior Blooming Bouquet. To zapach typowo dzienny, na każdą okazję, a do tego uroczy i kobiecy. W otwarciu króluje piwonia, która razem ze świeżą różą i o…

Zmieniono La Vie Est Belle! O nowej i starej wersji zapachu

La Vie Est Belle. Zapach-tortura dla sporej części społeczeństwa, która była zmuszona z nim podróżować środkami zbiorowej komunikacji i siedzieć w niewielkich pokojach. To taka lalka Chucky, która choć pachnie niewinnie, stała się bohaterem horrorów z duszeniem ludzi, jako motywem przewodnim. Jest jednak dobra wiadomość dla tych, którzy z płonącą w oczach nienawiścią pomstowali na wszechobecność La Vie Est Belle. Otóż, przeszedł on reformulację, wskutek której zabrano mu sporo werwy. Jaka jest różnica między starą a nową edycją La Vie Est Belle? Przeczytajcie!Stare i nowe wersje La Vie Est Belle na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie. Dopiero przyglądając się detalom flakonów można dostrzec jedną istotną różnicę. Stare wersje mają na atomizerze graficzny znak firmy Lancome - różę; nowe napis „La vie est belle”. Kiedy wprowadzono tę zmienę i jednoczenie zmodyfikowano zapach trudno mi powiedzieć, ale najprawdopodobniej był to rok 2016.

Nowa wersja La Vie Est Belle jest bardziej su…

Zapachowi tytani mocy!

Każdy, kto inwestuje w perfumy marek luksusowych, chciałby, żeby ich cena szła z parze z jakością. Chodzi tu głównie o parametry, czyli trwałość i projekcję - wyczuwalność zapachu z odlegości. Jak się okazuje wydanie kilkuset złotych na flakon perfum wcale nie jest gwarancją tego, że będą one spełniały wysokie wymagania użytkowe... Bo są takie zapachy wśród perfum marek luksusowych, które pachną godzinę, i takie, których nikt nie ma szansy od nas poczuć, bo mają bliskoskórną projekcję. Utopienie całkiem sporych pieniędzy w perfumach, które kompletnie nie spełniają stawianych im wymagań jest frustrujące. Na jakie zapachy zatem postawić, żeby nie zawieść się ich parametrami?Jeśli chodzi o kategorie zapachowe najwięcej trwałych perfum jest wśród zapachów z dominującą nutą wanilii. Również perfumy szyprowe - te dawne i klasyczne mają opinię tytanów trwałości, choć dziś mało kto sięga po takie kompozycje, jak Aromatics Elixir Clinique, Knowing od Estee Lauder czy Magie Noire Lancome.

Niez…