Przejdź do głównej zawartości

2017 perfumowo - moje podsumowanie

Koniec roku zawsze skłania do podsumowań. Fajnie jest spojrzeć wstecz na całe 12 miesięcy i uświadomić sobie, że minęły kolejne 365 dni, które przyniosły nowe doświadczenia i wiedzę o sobie, nawet jeśli nie zawsze było różowo.

Perfumowo ten rok był dla mega ciekawy, przetestowałem morza próbek, poznałam sporo unikatów wycofanych z produkcji i przejechałam się na reaktywowanym L’Instant Magic Guerlaina, który odarto z magii, jaką kiedyś posiadał. Jeśli zaś chodzi o premiery w mainstreamie anno domini 2017 - na pewno nie okazały się tak spektakularne, jak to wieściły ich kampanie reklamowe. I choć uważam za przyjemnie i Mon Guerlain, i Aurę Muglera, i Gabrielle Chanel, a nawet ulepne Because It’s You Armaniego to myślę, żadna z tych premier nie ma szansy wejść do kanonu sztuki perfumeryjnej.

Jak zatem podsumować rok 2017, jeśli żaden wylansowany w mijającym roku zapach nie zwalił mnie z nóg? Zrobię to po swojemu, czyli napiszę o moich osobistych hitach tego roku.

WIOSNA

Wiosna bardzo mnie zaskoczyła zapachowo, bo pokierowała mnie w rejon, którego dotąd nie lubiłam - róże. Jestem chyba jedyną osobą na świecie, która nie lubi zapachu róż, w perfumach szczególnie. Tymczasem moją wiosnę zdominowały zapachy różane - Chloe edp i Miss Dior Blooming Bouquet (choć ten drugi bardziej piwoniowo-różany). To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że każdy musi trafić na odpowiednie wyrażenie tej nuty w perfumach. Okazało się, że „moja róża” jest świeża i świetlista, raczej różowa niż czerwona.

Zważając na ich charakter - Chloe i Blooming Bouquet - to zapachy stworzone raczej z myślą o młodych kobietach. Ale ponieważ perfumy nie zaglądają nikomu w metrykę - nie ma sensu wtórować konwenansom. Moja wiosna dzięki nim była jeszcze piękniejsza i bardziej radosna... I myślę, że jeszcze nie jedną z przyjemnością spędzę w ich towarzystwie.

LATO


Lato stanęło u mnie pod znakiem następnego zapachu spod szyldu Chloe - L’eau de Chloe. To nowoczesny aldehydowiec z różą i cytryną w rolach głównych, które wspiera paczula, ale tylko na tyle, by dać zaledwie cień swoich możliwości. Właściwie mogłabym je polecić każdemu, kto czuje irroracjonalną niechęć wobec aldehydów albo szyprów, żeby przekonał się, że ich współczesna interpretacje ma się nijak do ciężaru klasyków gatunku.

Chloe L’eau to zapach musujący świeżością. Różany szampan z akcentem cytrusów, czystości, świeżości i klasy. Na plażę kompletnie niedorzeczny, bo zbyt szykowny, ale do biura latem w sam raz. Stuprocentowe orzeźwienie w ciepłe dni dodatkowo z niebagatelnym urokiem.

JESIEŃ


Jesień była dla mnie powrotem do serii Miss Dior, a konkretnie do Le Parfum. Przekonałam się też do nielubianych przez lata zapachów od Narciso Rodrigueza - zwłaszcza For Her edp. Jeden energetyzował ciepłą ambrą i niepokojącym elementem balsamicznym, drugi okazał się najlepszym uspokajaczem świata, kiedy różne okoliczności podnosiły mi ciśnienie. Oba piękne, choć kompletnie różne i dedykowane zupełnie innym okazjom.

I co? I okazało się, że w For Her edp poza piżmem dominuje głównie róża, a mimo wszystko polubiłam i to nawet bardzo. To kolejny dowód na to, że naprawdę nie ma sensu zamykać się na nowe albo dotąd nielubiane.

ZIMA


Jak co roku zima należała do Thierrego Muglera. Jego zapachy zawsze świetnie sprawdzają się o tej porze roku. Nie po drodze mi z flagowymi hitami tego domu mody Angelem i Alienem, ale uwielbiam ich flankery. W zeszłorocznego Sylwestra towarzyszył Alien Eau Extraordinaire, w tegorocznego Womanity... a pod choinką znalazłam uwielbiany ogród Angela - Le Lys, który dawno zniknął z półek perfumerii, zyskując status unikatu. Nic jednak nie przebiło spektakularnego powrotu Innocenta w tym roku, który został wycofany i przywrócony do produkcji po 5 latach. To zdecydowanie mój muglerowy nr 1!

Porównując miniony rok do 2016 wiele się zmieniło. Dla mnie był to rok totalnej zmiany preferencji - od gourmandów, które niegdyś uwielbiałam do zapachów kwiatowych, względnie owocowo-kwiatowych. I fajnie. Zmiany są ciekawe i potrzebne.

Oby 2018 przyniósł jeszcze więcej pachnących wrażeń. I mi i Wam. Wszystkiego najlepszego. Dużo zdrowia, luzu, radości i miłości.




Popularne posty z tego bloga

Radosna i szykowna wiosna w butelce

Są zapachy dziewczęce i jest Miss Dior Blooming Bouquet. Urok i lekkość podane w szykownej formie, która na głowę bije wszelkie niezobowiązujące, dzienne zapachy skierowane do młodych kobiet. Jest w niej jakiś urok i magia, które odejmują centymetry z bioder i lata z metryki. Z nią nie sposób nie czuć się dobrze. To po prostu jeden z najradośniejszych, a zarazem najszykowniejszych zapachów, jakie znam.Kiedy Francois Demachy bierze się za tworzenie nowego zapachu z góry wiadomo jaki będzie efekt. Ultrakobiecy. To jeden z tych „nosów”, które zawsze stawiają kobietę na piedestale, a zapachy przez niego tworzone są idealnym dopełnieniem jej wizerunku. Nie ważne czy ma lat 15 czy 40, gustuje w słodkościach, kompozycjach kwiatowych czy orientalnych. Ma być 100% kobiecości w kobiecości i w jego wykonaniu zawsze jest.

Nie inaczej jest z Miss Dior Blooming Bouquet. To zapach typowo dzienny, na każdą okazję, a do tego uroczy i kobiecy. W otwarciu króluje piwonia, która razem ze świeżą różą i o…

Zmieniono La Vie Est Belle! O nowej i starej wersji zapachu

La Vie Est Belle. Zapach-tortura dla sporej części społeczeństwa, która była zmuszona z nim podróżować środkami zbiorowej komunikacji i siedzieć w niewielkich pokojach. To taka lalka Chucky, która choć pachnie niewinnie, stała się bohaterem horrorów z duszeniem ludzi, jako motywem przewodnim. Jest jednak dobra wiadomość dla tych, którzy z płonącą w oczach nienawiścią pomstowali na wszechobecność La Vie Est Belle. Otóż, przeszedł on reformulację, wskutek której zabrano mu sporo werwy. Jaka jest różnica między starą a nową edycją La Vie Est Belle? Przeczytajcie!Stare i nowe wersje La Vie Est Belle na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie. Dopiero przyglądając się detalom flakonów można dostrzec jedną istotną różnicę. Stare wersje mają na atomizerze graficzny znak firmy Lancome - różę; nowe napis „La vie est belle”. Kiedy wprowadzono tę zmienę i jednoczenie zmodyfikowano zapach trudno mi powiedzieć, ale najprawdopodobniej był to rok 2016.

Nowa wersja La Vie Est Belle jest bardziej su…

Zapachowi tytani mocy!

Każdy, kto inwestuje w perfumy marek luksusowych, chciałby, żeby ich cena szła z parze z jakością. Chodzi tu głównie o parametry, czyli trwałość i projekcję - wyczuwalność zapachu z odlegości. Jak się okazuje wydanie kilkuset złotych na flakon perfum wcale nie jest gwarancją tego, że będą one spełniały wysokie wymagania użytkowe... Bo są takie zapachy wśród perfum marek luksusowych, które pachną godzinę, i takie, których nikt nie ma szansy od nas poczuć, bo mają bliskoskórną projekcję. Utopienie całkiem sporych pieniędzy w perfumach, które kompletnie nie spełniają stawianych im wymagań jest frustrujące. Na jakie zapachy zatem postawić, żeby nie zawieść się ich parametrami?Jeśli chodzi o kategorie zapachowe najwięcej trwałych perfum jest wśród zapachów z dominującą nutą wanilii. Również perfumy szyprowe - te dawne i klasyczne mają opinię tytanów trwałości, choć dziś mało kto sięga po takie kompozycje, jak Aromatics Elixir Clinique, Knowing od Estee Lauder czy Magie Noire Lancome.

Niez…