Zapachowi tytani mocy!



Każdy, kto inwestuje w perfumy marek luksusowych, chciałby, żeby ich cena szła z parze z jakością. Chodzi tu głównie o parametry, czyli trwałość i projekcję - wyczuwalność zapachu z odlegości. Jak się okazuje wydanie kilkuset złotych na flakon perfum wcale nie jest gwarancją tego, że będą one spełniały wysokie wymagania użytkowe... Bo są takie zapachy wśród perfum marek luksusowych, które pachną godzinę, i takie, których nikt nie ma szansy od nas poczuć, bo mają bliskoskórną projekcję. Utopienie całkiem sporych pieniędzy w perfumach, które kompletnie nie spełniają stawianych im wymagań jest frustrujące. Na jakie zapachy zatem postawić, żeby nie zawieść się ich parametrami?

Jeśli chodzi o kategorie zapachowe najwięcej trwałych perfum jest wśród zapachów z dominującą nutą wanilii. Również perfumy szyprowe - te dawne i klasyczne mają opinię tytanów trwałości, choć dziś mało kto sięga po takie kompozycje, jak Aromatics Elixir Clinique, Knowing od Estee Lauder czy Magie Noire Lancome.

Niezmordowanych zawodników w kategorii trwałość można znaleźć w każdej półce cenowej. Zarówno wśród zapachów za kilkadziesiąt złotych (sporo zapachów z oferty Britney Spears), po perfumy butikowe za ponad tysiąc złotych (np. Toma Forda).

Poniżej kilka przykładów perfum o wyjątkowej trwałości. Być może będą dla Was wskazówką, w co zainwestować, by nie mieć poczucia straconych pieniędzy.

Większość perfum od Versace słynie z dobrej trwałości, jednak na ich tle to Crystal Noir wygrywa bezkonkurencyjnie, jako długodystansowy lider. Zarówno wersja wody perfumowanej, jak i toaletowej mają świetną trwałość. Jeśli zatem lubicie połączenie gardenii i kokosa, lekko doprawionych przyprawami na bazie żywicy bursztynowej i piżma - nie ma się nad czym zastanawiać:)

Christian Dior, Miss Dior Le Parfum

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że mają taką moc! Dla mnie są trochę, jak druga skóra, więc często ich nie czuję - za to otoczenie, jak się okazuje - nawet bardzo. Ponoć nie tylko wypełniły sobą całe pomieszczenie, w którym przebywałam (wcale nie małe), ale było je czuć jeszcze kilka godzin po moim wyjściu.

Ostatnio trafiłam na kanał pewnej vlogerki, która nazwała je „perfumami dla starych bab”. No, cóż - łatwe na pewno nie są, ale ja starą babą nie jestem, a mimo wszystko z upodobaniem je noszę.


Thierry Mugler, Alien Essence Absolue

Zapachowa petarda! Użyłam ich kiedyś o 7 rano i wybrałam się w służbową 3,5-godzinną podróż. Kiedy zdjęłam kurtkę na miejscu - ponoć wypełniły sobą cały 30-metrowy pokój... i pierwsze pytanie, jakie otrzymałam od kontrahenta wcale nie było służbowe. Zapytał właśnie o nazwę moich perfum.

Wersja o żółtym kolorze płynu z nowym logo Mugler (już bez imienia Thierry w logotypie) nie jest jednak aż tak trwała, jak stara.


Chloe, Chloe woda perfumowana

Zapach na wiosnę i lato, choć przez niektóre z Was stosowany niezależnie od dnia i miesiąca w kalendarzu. Mam z nimi podobnie, jak z Miss Dior Le Parfum - nie czuję ich, choć otoczenie owszem i to bardzo. Zapach niekoniecznie lubiany, a przez silną projekcję i trwałość migrenogenny. Ja jednak chętnie je noszę, choć już nie do pracy po tym, jak kilka osób w moim otoczeniu zawodowym bardzo przez nie cierpiało.


Marc Jacobs, Decadence

Jak to najczęściej bywa z zapachami zimowymi - są zabójczo trwałe. Można w ich towarzystwie spędzić dobre 8 godzin, a czasem nawet więcej. Decadence sprzyjają niskie temperatury i właśnie w mrozy trzyma się „nosicielki”, jak szalona. Kiedy użyłam ich kiedyś przy temperaturze około 10 stopni na plusie, trwałość nie była już tak imponująca.

Paco Rabanne, Olympea

To moje własne osobiste zaskoczenie! Olympea wydawała mi się zawsze zapachem dyskretnym, a któregoś dnia zostałam za nią skomplementowana... po 9 godzinach od aplikacji.

Tak, jak Decadence służą niskie temperatury, tak Olympei wiosenna aura. W zimę rzeczywiście jest bardziej dyskretna, ale kiedy temperatura zaczyna przekraczać 15 stopni, czuć ją wszędzie.

Burrbery, Brit

Zarówno wersja wody perfumowanej, jak i toaletowej są nie do zdarcia. W kontekście innych zapachów od Burberry, które mają raczej przeciętne parametry - ta seria naprawdę się wyróżnia. Brit zawsze jest wyczuwalny przez „osoby trzecie”, a co najciekawsze - w mojej całej zapachowej drodze - to właśnie ta seria zebrała najwięcej pozytywnych komentarzy otoczenia.

Do rodziny Brit dołączyła kiedyś limitowana edycja Brit Red. To dopiero był tytan! Nie przepadałam za nim, więc za każdym razem przeżywałam prawdziwe 10-godzinne męki w jego towarzystwie, bo tyle czasu mniej więcej mijało zanim zaczynał gasnąć. Oddałam go kilka lat temu przyjaciółce, która ma go chyba do dziś... bo przy takiej sile rażenia trudno go szybko zużyć.

Jean Paul Gaultier, Classique Intense

Nie lubię tej edycji Classique, dlatego myślałam, że oszaleje, kiedy wylałam na siebie 1 ml o wiecznej trwałości. Jaśmin, który uwielbiam w perfumach, w tym wydaniu przyprawiał mnie o ból głowy przez dobre kilka godzin. Myślę więc, że jest bardzo trwały, jednak często jest tak, że zapachy, których nie lubimy - czujemy szczególnie długo z prostego powodu: poczucie dyskomfortu trudno jest wyeliminować, dopóki nie wyeliminuje się przyczyny:)

Do trwałych zapachów należą też właściwie wszystkie zapachy Toma Forda (chyba tylko gorzej, choć wcale nie źle wypada na ich tle Velvet Orchid). Trwałe są też wody perfumowane Guerlaina, choć jeśli chodzi o projekcję (wyczuwalność przez otoczenie) bywa z tym różnie.

Jeszcze kilka lat temu świetne parametry miały zapachy Chanel. Po reformulacji pod koniec 2014 - wszystkie pozbawiono dobrych parametrów i dziś większość ma moc mgiełek do ciała albo co najwyżej wód toaletowych. Odarto też z mocarnych właściwości użytkowych hit dekady - La vie est belle od Lancome, dlatego jeśli kupiony teraz pachnie na Was 5-6 godzin i ma dyskretną projekcję, nie myślcie, że kupiliście podróbkę. Z parametrów zeszli też Mugler i Dior. Wyobrażacie sobie Angela, który teraz pachnie 5-6 godzin i w dodatku wcale nie tak natarczywie, jak kiedyś? Sprawdźcie nową wersję w perfumerii.

A Wy jakich tytanów trwałości możecie polecić?