Przejdź do głównej zawartości

Pasja czy nałóg?

Znalazłam ostatnio w internetach nikomu niepotrzebny kalkulator. Otóż liczy on w jak długim czasie Kim Kardashian zarobi moją pensję (KLIK). Wyniki są conajmniej depresyjne. Zwłaszcza, że jedna z nas skończyła kilka fakultetów, a druga zrobiła karierę gigantyczną dupą. Z drugiej strony - jestem ostatnio fanką życia w spokoju i za żadne pieniądze świata nie zamieniłabym go na włóczących się za mną facetów z aparatami. Coś za coś. Każdy tryb życia ma swoją cenę (i pensję:))


W każdym razie informacja o zarobkach Kim Kardashian przedstawia się następująco: w ciągu minuty zarabia na flakon luksusowych perfum, a całe 2 do 3 minut pracy umożliwiają jej kupno największej pojemności Xerjoffa. Nieźle, prawda? Przelicznik minut jej pracy na flakony perfum, który narzucił mi się absolutnie naturalnie trochę mnie przestraszył... Czy to już uzależnienie? I kiedy właściwie zaczęłam liczyć wszystko butelkami perfum? Myśląc nad tym zaczęłam zastanawiać się czy od kupowania perfum można się w ogóle uzależnić? Odpowiedź brzmi tak.

W toku mojego życia poznałam wielu pasjonatów i kolekcjonerów materii przeróżnej z kolekcjonerami perfum na czele. Czasem ich zachowanie budziło we mnie obawę, że pasja przestała być w ich przypadku pasją, a stała się uzależnieniem.

Zaczyna się zwykle niewinnie. Zapisujesz się na forum tematyczne o perfumach. Tam czytasz o czyichś fascynacjach czy zakupach i nagle pragniesz to mieć, bo opisy i recenzje innych pasjonatów są sugestywne i bardziej zachęcające niż 1000 reklam razem wziętych. Im dłużej siedzisz na forum, tym bardziej wydłuża się Twoja lista „chcę”. Póki lista pragnień się wydłuża, ale w sposób kontrolowany - dopisujesz do niej kolejne pozycje, ale kupujesz tylko wtedy, kiedy wiesz, że możesz sobie na to pozwolić to ok. Gorzej, jeśli kupujesz kosztem innych ważniejszych i bardziej potrzebnych rzeczy. Wtedy pasja staje się uzależnieniem.

Zakupoholizm perfumowy dotknął niejedną znaną mi osobę. Znajoma z netu, która czasem wpada mnie tu odwiedzić (pozdrawiam, jeśli to czytasz) ma nawet w opisie swojego profilu na jednym z portali cytat: „Z perfumami jest jak z alkoholem. Liczy się tylko kolejna flaszka”... I to najprawdziwsza prawda.

Ja też w pewnym momencie kupowałam za dużo i zbyt impulsywnie. Kompletnie nie pasujące do mnie zapachy mnożyły się, jak szalone zabierając przestrzeń życiową i coraz bardziej utwierdzając mnie w przekonaniu, że od swojego „tego jedynego zapachu” jestem o miliony lat świetlnych. Kiedy wzięłam się z tym wszystkim do kupy - nie mogłam domknąć portfela z powodu kolekcji dowodów nadania przesyłek. Przy 60-tym potwierdzeniu przestałam je liczyć, a pani z poczty już planowała zaprosić mnie na własny wieczór panieński.

Z impulsywnych zakupów świetnie mnie wyleczyło uświadomienie sobie co innego za te pieniądze mogłabym mieć. Przeliczanie wypalonych papierosów na oszczędności, jakie płyną z rzucenia palenia może nie działa tak bardzo na wyobraźnię, bo to jednak nie jest gigantyczny wydatek... ale przeliczanie flakonów perfum ma już sens.

Dobrym sposobem na kolekcjonowanie bez wpadania w ciąg intensywnych zakupów jest też rozkładanie wszystkiego w czasie. Pęd, który nakazuje mieć „teraz, zaraz” nie jest zdrowy w żadnej dziedzinie życia, tu też. Okazje uciekają, ale w ich miejsce zawsze pojawiają się nowe... I tu współczuję tym, których lista zakupowa perfum kończy się na jakiejś 450 pozycji. Wizja rozłożenia tego w czasie może doprowadzić do histerii:) Ale na szczęście niewiele znanych mi osób ma tak rozległe potrzeby.

Nic skuteczniej nie leczy też z chęci posiadania niż testowanie. Kiedy wydawało mi się, że czegoś bardzo chciałam - wystarczyło zakupić od dobrej duszy 10 ml perfum odlanych z jej flakonu, żeby przy ósmym przekonać się, że już tak bardzo tego nie chcę, więcej - zapach przestał mi się nawet tak bardzo podobać.

W moim przypadku kolekcjonowanie perfum jest od pewnego czasu racjonalne. Dużo testuję, długo się zastanawiam, a jak łapie mnie obsesyjna myśl, że muszę coś mieć to przesypiam się z nią kilka nocy. Jeśli mimo upływu czasu nadal tego chcę - kupuję. Wtedy jest szansa, że nie zakumpluję się ponownie z panią z poczty przesyłając dalej „niekontrolowany impuls zakupowy”.

A czy Wam zdarzyło się wpaść kiedyś w prawdziwy nałóg kupowania w ilościach nieprzyzwoitych rzeczy, które kochacie lub kolekcjonujecie?





Popularne posty z tego bloga

Radosna i szykowna wiosna w butelce

Są zapachy dziewczęce i jest Miss Dior Blooming Bouquet. Urok i lekkość podane w szykownej formie, która na głowę bije wszelkie niezobowiązujące, dzienne zapachy skierowane do młodych kobiet. Jest w niej jakiś urok i magia, które odejmują centymetry z bioder i lata z metryki. Z nią nie sposób nie czuć się dobrze. To po prostu jeden z najradośniejszych, a zarazem najszykowniejszych zapachów, jakie znam.Kiedy Francois Demachy bierze się za tworzenie nowego zapachu z góry wiadomo jaki będzie efekt. Ultrakobiecy. To jeden z tych „nosów”, które zawsze stawiają kobietę na piedestale, a zapachy przez niego tworzone są idealnym dopełnieniem jej wizerunku. Nie ważne czy ma lat 15 czy 40, gustuje w słodkościach, kompozycjach kwiatowych czy orientalnych. Ma być 100% kobiecości w kobiecości i w jego wykonaniu zawsze jest.

Nie inaczej jest z Miss Dior Blooming Bouquet. To zapach typowo dzienny, na każdą okazję, a do tego uroczy i kobiecy. W otwarciu króluje piwonia, która razem ze świeżą różą i o…

Zmieniono La Vie Est Belle! O nowej i starej wersji zapachu

La Vie Est Belle. Zapach-tortura dla sporej części społeczeństwa, która była zmuszona z nim podróżować środkami zbiorowej komunikacji i siedzieć w niewielkich pokojach. To taka lalka Chucky, która choć pachnie niewinnie, stała się bohaterem horrorów z duszeniem ludzi, jako motywem przewodnim. Jest jednak dobra wiadomość dla tych, którzy z płonącą w oczach nienawiścią pomstowali na wszechobecność La Vie Est Belle. Otóż, przeszedł on reformulację, wskutek której zabrano mu sporo werwy. Jaka jest różnica między starą a nową edycją La Vie Est Belle? Przeczytajcie!Stare i nowe wersje La Vie Est Belle na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie. Dopiero przyglądając się detalom flakonów można dostrzec jedną istotną różnicę. Stare wersje mają na atomizerze graficzny znak firmy Lancome - różę; nowe napis „La vie est belle”. Kiedy wprowadzono tę zmienę i jednoczenie zmodyfikowano zapach trudno mi powiedzieć, ale najprawdopodobniej był to rok 2016.

Nowa wersja La Vie Est Belle jest bardziej su…

Zapachowi tytani mocy!

Każdy, kto inwestuje w perfumy marek luksusowych, chciałby, żeby ich cena szła z parze z jakością. Chodzi tu głównie o parametry, czyli trwałość i projekcję - wyczuwalność zapachu z odlegości. Jak się okazuje wydanie kilkuset złotych na flakon perfum wcale nie jest gwarancją tego, że będą one spełniały wysokie wymagania użytkowe... Bo są takie zapachy wśród perfum marek luksusowych, które pachną godzinę, i takie, których nikt nie ma szansy od nas poczuć, bo mają bliskoskórną projekcję. Utopienie całkiem sporych pieniędzy w perfumach, które kompletnie nie spełniają stawianych im wymagań jest frustrujące. Na jakie zapachy zatem postawić, żeby nie zawieść się ich parametrami?Jeśli chodzi o kategorie zapachowe najwięcej trwałych perfum jest wśród zapachów z dominującą nutą wanilii. Również perfumy szyprowe - te dawne i klasyczne mają opinię tytanów trwałości, choć dziś mało kto sięga po takie kompozycje, jak Aromatics Elixir Clinique, Knowing od Estee Lauder czy Magie Noire Lancome.

Niez…