Przejdź do głównej zawartości

Perfumy idealne na jesienny deszcz

Pogoda za oknem bardzo często sprzyja sięganiu po określone zapachy. Wybór determinuje nie tylko nastrój, ale i to, że pewne typy perfum lepiej i pełniej pachną w konkretnych porach roku. Tak, jak wszystkie cytrusowe i kwiatowe kompozycje rozkwitają w pełni lata - jesień i zima sprzyjają „orientom” i gourmandom. Ostatnio też przekonałam się, że pewne zapachy fantastycznie pachną w czasie jesiennego deszczu. Nie to, żeby bez niego pachniały źle... Ale ich klimat doskonale współgra z tym, co za oknem, a dodatkowo dzięki deszczowi rozwijają się pełniej i ciekawiej.

Moimi absolutnymi hitami na ostatnie szaro-bure morza deszczu za oknem są dwie różowe pozycje od Narciso Rodrigueza - for her edp i Poudree. Wyciszające, łagodne i kojące. Myślę, że śmiało można by o nich napisać, że to najdroższe tabletki uspokajające świata. Tak cichych, nieinwazyjnych i nie przeszkadzających światu perfum jest naprawdę niewiele. Do tego mają prawdziwą moc antystresową, a to jak rozwijają się i kwitną na skórze w deszczowe dni to po prostu poezja!

W obu pierwsze skrzypce grają piżmo i róża. W for her w sposób bardziej toaletowy, w Poudree - kremowy. Oba są bliskoskórne, delikatne i nie zaznaczają swojej obecności, wypełniając po brzegi zamknięte przestrzenie. Myślę, że jeśli ktoś nie podejdzie do mnie na odległość pół metra - nie ma szansy ich poczuć... Jednak jeśli miałabym zapaść w zimową hibernację z gatunku „obudź mnie, jak będzie słońce” to tylko z nimi. Zapewniają maksimum komfortu, choć myślę, że nie każdemu będą się podobać, albo przynajmniej nie od razu. Do perfum Narciso Rodrigueza trzeba dojrzeć. Ja do nich dojrzewałam latami, a przez pierwszych kilka miałam je w top of the top zapachów najbardziej nielubianych:) Zdecydowanie więc odradzam w ich przypadku zakup w ciemno.

Nie przepadam za Candy Prady. Aromat przepalanki cukrowej w tym zapachu nieodłącznie kojarzy mi się z czasami, kiedy karmelizowane cukru na patelni było popularnym sposobem zaprawiania spirytusu w celach degustacyjnych. Omg, czy ktoś jeszcze to pamięta czy tylko ja jestem taka stara?!:) Cukrowej Candy mówię więc stanowcze nie. Co innego jej toaletowej wersji - Candy L’eau. Tę absolutnie uwielbiam, zwłaszcza teraz, kiedy wszystko tonie w błocie i zimnym deszczu.

Oczywiście w wersji L’eau czuć pokrewieństwo z klasykiem. Jest i cukier, ale tu bardzo fajnie wkomponowany w główne nuty pachnącego groszku i benzoesu. To kolejny zapach, po kompozycjach Rodrigueza, który jest cichy, nieinwazyjny i idealny na jesienne wyciszenie. Poprawia nastrój, ale nie narzuca się mocą. Fajny towarzysz na smutek za szybą, który niestety znika w zastraszającym tempie, bo trwałością nie grzeszy. Na szczęście można go kupić w na tyle atrakcyjnej cenie, że relacja inwestycji do jakości wychodzi jednak finalnie na plus.

Ostatni zapach, który doskonale wkomponowuje się w deszczową aurę jest zupełnie inny niż wcześniejsze. Tamte ciche i intymne - ten krzyczy i nie pozwala się nie zauważyć. Alien Essence Absolue, czyli zapach-dynamit. W czasie 3 sekund od aplikacji winduje powieki na poziom górskiego szczytu. Espresso nie rozbudza nawet w połowie tak dobrze, jak on. Nie będę się się nad nim szczególnie rozwodzić, bo już napisałam o tym flankerze Aliena tu (—>klik). Powiem tylko tyle - to megamoc i moja tajna broń masowego rażenia na jesienne „nie wiadomo co” za oknem. Tytan trwałości i projekcji. Wypełnia sobą zamknięte przestrzenie, skupia uwagę i tak samo irytuje, jak uwodzi. Nawet nie wiem, kiedy wyrwał mi Panterę (La Panthere Cariera) z niezachwianej pozycji signature scent i sam się ja niej uplasował. Alien Essence Absolue najlepiej pachnie w dwóch pogodowych odsłonach - w ciepłe lato i właśnie podczas

Te cztery zapachy to ostatnio mój podręczny arsenał do walki ze strugami deszczu płynącymi po szybach. I choć nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa w kwestii ulubieńców na tę pogodę (albo raczej niepogodę) - te z pewnością pozostaną na mocnych pozycjach... Ostatnio zwracam honor wszystkim nielubianym przez lata kompozycjom Rodrigueza, więc pewnie niebawem dołączy to czwórki ulubieńców jeszcze for her w wersji wody toaletowej.



Popularne posty z tego bloga

Radosna i szykowna wiosna w butelce

Są zapachy dziewczęce i jest Miss Dior Blooming Bouquet. Urok i lekkość podane w szykownej formie, która na głowę bije wszelkie niezobowiązujące, dzienne zapachy skierowane do młodych kobiet. Jest w niej jakiś urok i magia, które odejmują centymetry z bioder i lata z metryki. Z nią nie sposób nie czuć się dobrze. To po prostu jeden z najradośniejszych, a zarazem najszykowniejszych zapachów, jakie znam.Kiedy Francois Demachy bierze się za tworzenie nowego zapachu z góry wiadomo jaki będzie efekt. Ultrakobiecy. To jeden z tych „nosów”, które zawsze stawiają kobietę na piedestale, a zapachy przez niego tworzone są idealnym dopełnieniem jej wizerunku. Nie ważne czy ma lat 15 czy 40, gustuje w słodkościach, kompozycjach kwiatowych czy orientalnych. Ma być 100% kobiecości w kobiecości i w jego wykonaniu zawsze jest.

Nie inaczej jest z Miss Dior Blooming Bouquet. To zapach typowo dzienny, na każdą okazję, a do tego uroczy i kobiecy. W otwarciu króluje piwonia, która razem ze świeżą różą i o…

Zmieniono La Vie Est Belle! O nowej i starej wersji zapachu

La Vie Est Belle. Zapach-tortura dla sporej części społeczeństwa, która była zmuszona z nim podróżować środkami zbiorowej komunikacji i siedzieć w niewielkich pokojach. To taka lalka Chucky, która choć pachnie niewinnie, stała się bohaterem horrorów z duszeniem ludzi, jako motywem przewodnim. Jest jednak dobra wiadomość dla tych, którzy z płonącą w oczach nienawiścią pomstowali na wszechobecność La Vie Est Belle. Otóż, przeszedł on reformulację, wskutek której zabrano mu sporo werwy. Jaka jest różnica między starą a nową edycją La Vie Est Belle? Przeczytajcie!Stare i nowe wersje La Vie Est Belle na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie. Dopiero przyglądając się detalom flakonów można dostrzec jedną istotną różnicę. Stare wersje mają na atomizerze graficzny znak firmy Lancome - różę; nowe napis „La vie est belle”. Kiedy wprowadzono tę zmienę i jednoczenie zmodyfikowano zapach trudno mi powiedzieć, ale najprawdopodobniej był to rok 2016.

Nowa wersja La Vie Est Belle jest bardziej su…

Zapachowi tytani mocy!

Każdy, kto inwestuje w perfumy marek luksusowych, chciałby, żeby ich cena szła z parze z jakością. Chodzi tu głównie o parametry, czyli trwałość i projekcję - wyczuwalność zapachu z odlegości. Jak się okazuje wydanie kilkuset złotych na flakon perfum wcale nie jest gwarancją tego, że będą one spełniały wysokie wymagania użytkowe... Bo są takie zapachy wśród perfum marek luksusowych, które pachną godzinę, i takie, których nikt nie ma szansy od nas poczuć, bo mają bliskoskórną projekcję. Utopienie całkiem sporych pieniędzy w perfumach, które kompletnie nie spełniają stawianych im wymagań jest frustrujące. Na jakie zapachy zatem postawić, żeby nie zawieść się ich parametrami?Jeśli chodzi o kategorie zapachowe najwięcej trwałych perfum jest wśród zapachów z dominującą nutą wanilii. Również perfumy szyprowe - te dawne i klasyczne mają opinię tytanów trwałości, choć dziś mało kto sięga po takie kompozycje, jak Aromatics Elixir Clinique, Knowing od Estee Lauder czy Magie Noire Lancome.

Niez…