Przejdź do głównej zawartości

5 najbardziej mylących nazw perfum


Na pewno zdarzyło się Wam, że sięgnęliście w perfumerii po jakiś flakon, bo zaintrygowała Was nazwa, reklama czy choćby "twarz" promująca zapach... A tu klapa, klęska i zawód na całej linii! Bo zawartość butelki w niczym nie spełniła ani wyobrażeń ani oczekiwań... a twarz kampanii okazała się tu pasować, jak śniegowiec do kapelusza słonecznego.


Ja też przeżyłam taką nerwicę chęci kupna kilku zapachów, żeby w konsekwencji odkręcić się na pięcie przy półce w perfumerii z wyrazem nieporozumienia wymalowanym na obliczu. Dlatego trochę żartobliwie, a jednak mam nadzieję sensownie, chciałabym Wam przedstawić mój subiektywny ranking 5 najbardziej niedopasowanych nazw do zawartości flakonów.

Viktor&Rolf, Flowerbomb

"Bomb" to niewątpliwie jest. Butelka w kształcie granatu proszę bardzo - jest, ba, nawet ma zawleczkę, ale jeśli sądzicie, że zapach wybuchnie eksplozją kwiatów to lepiej idźcie powąchać Elie Saab albo J'adore'a. Jeśli bowiem ktoś czuje we Flowerbomb kwiaty to naprawdę gratuluję mu wyostrzonego węchu na miarę psa tropiącego. Bomba to niewątpliwie jest, z tym że wrzucona do całkiem dobrze prosperującej cukierni, a nie do ogrodu.

Lancome, La vie est belle

Nazwa skądinąd urokliwa, ale nie pasująca do tego, co jest we wnętrzu flakonu... bo spróbujcie wytłumaczyć pasażerom zatłoczonego autobusu, że "życie jest piękne", kiedy miażdży ich moc i potęga słodyczy, którą emitujecie z szatańską siłą w promieniu dobrych 15 metrów. Życie bez powietrza nie jest piękne. Piękne jest wtedy, kiedy jest w nim przestrzeń... I choć nie jestem hejterem La vie est belle i mi nigdy osobiście ten zapach nie przeszkadzał, to myślę, że dla wielu użytkowników przestrzeni publicznych życie stało się piękniejsze, kiedy Lancome zreformułowało La vie est belle, znacznie go osłabiając.

Mugler, Angel

Ta nazwa broni się tylko, jeśli uznamy, że jej twórca pierwotnie stworzył ją w bardziej adekwatnej formie, ale z litości do marketingowców, którzy mieliby to potem wypromować skreślił przy niej dopełnienie "of death". Bo z aniołem, kojarzącym się powszechnie w kulturze, jako byt dobry i czysty, Angel Muglera raczej nie na nic wspólnego. Zapach to bowiem bardzo ponury, który z upodobaniem ciągnie za właścicielką woń wilgotnej piwnicy. I znowu dodam, że osobiście lubię Angela. Ba, przez kilka lat był moim signature scent, który nosiłam z pasją, kosząc niebanalne komplementy, że pachnę, jak kamfora, jednak opinie przeczytane tu i ówdzie, że wyczuwalne są w nim cmentarne nuty wcale mnie nie dziwią. To Anioł Śmierci wypisz, wymaluj.

Kenzo, Madly

Nazwa mocna, a obie koncentracje - i woda perfumowana i toaletowa - nigdy nawet nie były w bliskiej odległości znaczenia tego słowa. Obie inne, woda toaletowa dobra na wieczorną imprezę na plaży, perfumowana na co dzień do pracy, a zabrakło tu tego wszystkiego, co można byłoby ubrać w wieloznaczność słowa "madly". Nuda i pluszowy misiaczek plujący toksycznym liczi (edt) albo wypranym z charakteru kadzidłem (edp). W tym domu wariatów zdecydowanie są klamki i radzę je nacisnąć, by wyjść się przewietrzyć przed decyzją o zakupie w ciemno...

Chanel, Coco noir

Ta Coco ma taki charakter "noir", jak ja charakter ambasadora, którego życie usztywniają granice protokołu dyplomatycznego. "Noir" w ogólnie przyjętym kanonie nazewniczym perfum powinno oznaczać zapach wieczorowy, a u Chanel pod tą nazwą kryje się nic innego, jak Coco Mademoiselle wzmocniona olibanum i nieco toaletową różą, która była charakterystyczna dla perfum dawnych dekad. Z powodzeniem tę opcję "noir" można nosić do pracy, nie przynosząc do niej wraz z nią ciężkiego klimatu wieczoru na balu maskowym. Flakon w kolorze czarnym tylko utwierdza potencjalnych zainteresowanych, że u Chanel kłamią w zaparte.

Zapach i kreowanie popytu na niego bardzo często nie idą w parze... Bo wiadomo, prawo rynku jest bezwzględne i przekonało się o tym bardzo wielu miłośników perfum, których ulubione zapachy wycofano z oferty. Bardzo często "położył" je tylko i aż zbyt słaby marketing, bo samym kompozycjom nie można było niczego zarzucić. Dlatego właśnie marketing perfum zaczęto tak naginać, naciągać i nadmuchiwać, że w efekcie zderzenia z rzeczywistością (samym zapachem) często mamy wrażenie, że jego kampania była liftingiem chirurgicznym na dość nieurodziwej z natury modelce.

Dlatego warto testować, porównywać i przede wszystkim mieć dystans do reklam i chwytliwych nazw. Wszak nie bez powodu mówi się, że nie należy oceniać książki po okładce...:)



Popularne posty z tego bloga

Radosna i szykowna wiosna w butelce

Są zapachy dziewczęce i jest Miss Dior Blooming Bouquet. Urok i lekkość podane w szykownej formie, która na głowę bije wszelkie niezobowiązujące, dzienne zapachy skierowane do młodych kobiet. Jest w niej jakiś urok i magia, które odejmują centymetry z bioder i lata z metryki. Z nią nie sposób nie czuć się dobrze. To po prostu jeden z najradośniejszych, a zarazem najszykowniejszych zapachów, jakie znam.Kiedy Francois Demachy bierze się za tworzenie nowego zapachu z góry wiadomo jaki będzie efekt. Ultrakobiecy. To jeden z tych „nosów”, które zawsze stawiają kobietę na piedestale, a zapachy przez niego tworzone są idealnym dopełnieniem jej wizerunku. Nie ważne czy ma lat 15 czy 40, gustuje w słodkościach, kompozycjach kwiatowych czy orientalnych. Ma być 100% kobiecości w kobiecości i w jego wykonaniu zawsze jest.

Nie inaczej jest z Miss Dior Blooming Bouquet. To zapach typowo dzienny, na każdą okazję, a do tego uroczy i kobiecy. W otwarciu króluje piwonia, która razem ze świeżą różą i o…

Zmieniono La Vie Est Belle! O nowej i starej wersji zapachu

La Vie Est Belle. Zapach-tortura dla sporej części społeczeństwa, która była zmuszona z nim podróżować środkami zbiorowej komunikacji i siedzieć w niewielkich pokojach. To taka lalka Chucky, która choć pachnie niewinnie, stała się bohaterem horrorów z duszeniem ludzi, jako motywem przewodnim. Jest jednak dobra wiadomość dla tych, którzy z płonącą w oczach nienawiścią pomstowali na wszechobecność La Vie Est Belle. Otóż, przeszedł on reformulację, wskutek której zabrano mu sporo werwy. Jaka jest różnica między starą a nową edycją La Vie Est Belle? Przeczytajcie!Stare i nowe wersje La Vie Est Belle na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie. Dopiero przyglądając się detalom flakonów można dostrzec jedną istotną różnicę. Stare wersje mają na atomizerze graficzny znak firmy Lancome - różę; nowe napis „La vie est belle”. Kiedy wprowadzono tę zmienę i jednoczenie zmodyfikowano zapach trudno mi powiedzieć, ale najprawdopodobniej był to rok 2016.

Nowa wersja La Vie Est Belle jest bardziej su…

Zapachowi tytani mocy!

Każdy, kto inwestuje w perfumy marek luksusowych, chciałby, żeby ich cena szła z parze z jakością. Chodzi tu głównie o parametry, czyli trwałość i projekcję - wyczuwalność zapachu z odlegości. Jak się okazuje wydanie kilkuset złotych na flakon perfum wcale nie jest gwarancją tego, że będą one spełniały wysokie wymagania użytkowe... Bo są takie zapachy wśród perfum marek luksusowych, które pachną godzinę, i takie, których nikt nie ma szansy od nas poczuć, bo mają bliskoskórną projekcję. Utopienie całkiem sporych pieniędzy w perfumach, które kompletnie nie spełniają stawianych im wymagań jest frustrujące. Na jakie zapachy zatem postawić, żeby nie zawieść się ich parametrami?Jeśli chodzi o kategorie zapachowe najwięcej trwałych perfum jest wśród zapachów z dominującą nutą wanilii. Również perfumy szyprowe - te dawne i klasyczne mają opinię tytanów trwałości, choć dziś mało kto sięga po takie kompozycje, jak Aromatics Elixir Clinique, Knowing od Estee Lauder czy Magie Noire Lancome.

Niez…