In fragrances mainstream

Wpuszczona w maliny, czyli o perfumach z nutą malin

Kocham maliny w perfumach. Możecie mnie nazwać mistrzynią olfaktorycznego kiczu, trudno - przełknę to jakoś;), ale malinom nie mogę się oprzeć równie mocno, jak zapachowi jaśminu, gardenii czy tuberozy. Oczywiście nie wszystkim. Prawda jest taka, że trudno zrobić perfumy z nutą malin, które byłyby dobre i nie trąciły syntetycznością czy banałem. Bo choć zapach malin sam w sobie jest piękny, w perfumach bywa trudny i stawia przed ich twórcami duże wyzwanie: ubrać go w kompozycje zapachowe, które nie będą tandetne i plastikowe.

Całe moje perfumowe życie spędzam na poszukiwaniu maliny idealnej. Mocno wyczuwalnej, a jednak „z klasą”. Testowałam już niemal wszystko, co jest dostępne na naszym rynku i nie raz zostałam... wpuszczona w maliny. Bo nawet wielkie nazwiska „nosów”, po których wiele sobie obiecywałam zostały pokonane przez ten składnik. Póki co udało m się znaleźć 5 malinowych zapachów, które są według mnie dobre i które śmiało poleciłabym komuś, kto także szuka w perfumach maliny idealnej.

Mój absolutny nr 1: Givenchy, Hot Couture


Hot Couture to doskonały dowód na to, że można zrobić perfumy z wiodącą nutą malin, które będą miały szyk i klasę. Malina zderzyła się tu z pieprzem, wetywerią i paczulą (wyczuwam, choć producent nie deklaruje jej w składzie), co dało 100% kobiecości w butelce (wersja edp). Hot Couture został wydany w 2000 roku w dwóch koncentracjach - edp i edt - jednej bardziej dojrzałej i cięższej, drugiej lżejszej i wiosennej. Obie lubię, choć to wersja eau de parfum jest w moim top of the top.


Numer 2: Guerlain, La Petite Robe Noire Couture


Zapach został wycofany z oferty Guerlain, ale ciągle można kupić go jeszcze w niektórych perfumeriach internetowych. Mnie osobiście nie dziwi fakt zaprzestania jego produkcji, bo trudno jest utrzymywać marketingowo dwa bardzo podobne zapachy spod tego samego szyldu. Wersja Couture jest niemal wierną kopią podstawowej La Petite Robe Noire, a malina, którą tam dodano bardzo mocno bije się o palmę pierwszeństwa z czereśnią wersji podstawowej. Zapachy dla mnie, poza tym malinowym niuansem, są identyczne, co akurat mi nie przeszkadza, bo uwielbiam też „małą czarną” Guerlaina.


Numer 3: Miss Dior Absolutely Blooming


Mówi się, że ten flanker zapoczątkował upadek - bądź co bądź uroczej - serii Miss Dior, bo w ślad za nim poszła nowa wersja Miss Dior edp 2017, która na tle poprzednich jest... do bólu słodka i płaska. Wersje eau de parfum to jedyne edycje Miss Dior, których nie lubię na tyle, by je posiadać, a Absolutely Blooming owszem. Urocza, nieco dziewczęca, ale wciąż nie pozbawiona klasy kompozycja to kolejny must try dla poszukiwaczy malin. Gęsta i syropowata propozycja od Diora mimo ciężaru gatunkowego jest świetną odpowiedzią na wiosnę za oknem, więc to doskonały czas na testy.



Numer 4: Jimmy Choo, Exotic


Niewiele jest słodkich perfum, które na chwilę obecną lubię, ale dla Jimmy’ego robię wyjątek. Mało znana, w porównaniu z innymi, seria Exotic produkowana w latach 2013-2016 to kolejny żelazny kandydat do przetestowania przez wielbicielki malin. Czekoladowa paczula i maliny są tu obłędne, choć przyznać trzeba, że sam zapach jest dość prosty, łatwy i przyjemny. Ale czy nie o to czasem sobie chodzi, żeby podarować sobie odrobinę prostej przyjemności?


Te pięć zapachów to moi osobiści malinowi ulubieńcy. Testowałam wiele perfum z tą nutą jako dominantą, ale często mówiąc wprost - wychodziło słabo. Za to ta piątka na pewno nie zawodzi i jeśli chodzi o jakość, wyczuwalność tego składnika, a przede wszystkim o brak banału, którego przy malinach ciężko uniknąć...

A Wy, lubicie maliny w perfumach? A może polecacie jakieś?

Related Articles